Za niecałe dwa miesiące (pod koniec sierpnia), miał się odbyć Szwedzki Tydzień Mody, ale jak się okazuje… został odwołany.  Zgodnie z wypowiedzią Jennie Rosen, osoby stojącej na czele Szwedzkiego Instytutu Mody, ta niepopularna decyzja wyniknęła z potrzeby większego skupienia na zrównoważonym rozwoju. Kolejna edycja ma wpierać zrównoważone marki, ma mieć zatem zupełnie inną formułę i cele. Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę i pokazanie całej branży, że w imię wyższych wartości można podejmować trudne decyzje. O zrównoważonym rozwoju mówimy już naprawdę dużo, a kraje skadnynawskie są tymi, które często podajemy jako przykład. To nie przypadek, że taka decyzja padła akurat w Szwecji, ale nie mam wątpliwości, że mm wszystko nie przyszła łatwo. Zdaję sobie sprawę, że jest wiele osób które się z nią nie zgadzają. Tak jest zawsze, gdy wyłamujesz się i robisz coś jako pierwszy/a. Rok temu, podczas London Fashion Week, zupełnie zrezygnowano z futer. Dziś Szwedzki Instytut Mody idzie zdecydowanie dalej. Jeżeli chcemy promować modę, musimy coraz mocniej skierować uwagę nie tylko na jej poszczególne aspekty, ale także na cały dysfunkcyjny model, wszystkie ogniwa łańcucha dostaw i mechanizmy, które często opierają się jedynie na dążeniu do maksymalizacji zysków i ignorancji wobec ponoszonych kosztów społecznych i środowiskowych. Świat poprzez świadomość jego mieszkańców na szczęście się zmienia. Uważny obserwator rynku musi dostrzegać, że model KUP-ZUŻYJ-WYRZUĆ powoli odchodzi do lamusa. Jest coraz więcej krytyków takiego stosunku do rzeczy, którzy starają się tą postawę przełożyć na konkretne decyzje. Dlatego tak ważny jest nie tylko mocny głos i deklaracje przedstawicieli świata mody, ale i realne działania (koncernów, instytucji, organizacji i oczywiście nas konsumentów). Mam nadzieję, że zgodnie ze swoimi deklaracjami – Szwedzki Instytut Mody – zacznie wyznaczać nowe strandardy. Trzymam kciuki!