Rozmowa z Thimo Schwenzfeierem Dyrektorem Departamentu Komunikacji Marketingowej w Messe Frankfurt – organizatorem Ethical Fashion Show Berlin cz.II
(Nie) Odpowiedzialność w branży odzieżowej

Rozmowa z Thimo Schwenzfeierem Dyrektorem Departamentu Komunikacji Marketingowej w Messe Frankfurt – organizatorem Ethical Fashion Show Berlin cz.II

Marta Karwacka: Ethical Fashion Show Berlin to cykliczne wydarzenie, prawda? 

Thimo Schwenzfeier: To już X edycja targów Ethical Fashion Show dlatego mogę powiedzieć, że mamy satysfakcję, bo widzimy jak one się jak rozwijają z roku na rok.

W tym roku mamy 169 wystawców, którzy są podzieleni na część Green Showroom i Ethical Fashion.

Jaka jest między nimi różnica? Co to znaczy?

Marki z części Ethical Fashion należą do kategorii basic, casual wear, street wear są też tańsze. W części Green Showroom, którą zaczęliśmy realizować 7 lat temu znajdują się marki bardziej luksusowe.

Nasza firma, Mess Frankfurt, organizuje różne targi związane z tekstyliami, ale z uwzględnieniem różnych „odcinków” łańcucha dostaw w przemyśle odzieżowym. I muszę przyznać, że te targi w Berlinie, choć należą do najmniejszych to są bardzo ważne chociażby z perspektywy konsumenta końcowego.

Ale przecież tu nie mają wstępu klienci indywidualni…

Zgadza się, ideą Ethical Fashion Show jest stworzenie miejsca do nawiązywania relacji   biznesowych (B2B business to business), ale to ma przecież bardzo duży wpływ na konsumenta końcowego.

Odwiedza nas wielu właścicieli sklepów, którzy poszukują nowych marek, w związku z tym dotarcie z etyczną modą do klienta indywidualnego jest coraz szersze.

Ale jednak klient indywidualny odbija się od ceny, która, musisz przyznać jest wysoka. Na tych targach dotyczy to głównie produktów z Green Showroom, te w ethical fashion są trochę niższe.

Tak zgadza się, Ethical fashion są porównywalne do normalnych marek. Nie mam na myśli odzieży z fast fashion, bo do tych cen nie chcemy równać – to niemożliwe, takie produkty za takie ceny nie mogą być etyczne. To proste, nie możesz wyprodukować T-shirta sprzedać go za 4 euro. To jest też coś co chcemy przekazać ludziom, że jeśli chcesz mieć T-shirt, powinieneś zainwestować przynajmniej 10-15 euro. Wtedy możesz się zastanawiać czy jest etyczny – za mniej to jest niemożliwe. Może nie powinniśmy skupiać się na cenach, ale raczej zapytać czy ludzie potrzebują 10 – 15 T-shirtów w ciągu roku? Jeśli to zrozumiemy, nie będzie pytań o cenę.

Wspomniałeś, że dziś w Berlinie wystawia się niemal 170 etycznych marek. To dużo? 

Tak. 169 marek jest liczbą rekordową. Nigdy nie mieliśmy tak wielu chętnych.

Kiedy zaczynaliśmy mieliśmy około 70 marek z kategorii ethical i około 20-25 do Green Showroom, czyli w sumie około 100. W ostatnich 3 latach ta liczba bardzo wzrosła, aż do 169.

Generalnie uważamy, że tutaj w Berlinie jest tzw. Hot Spot – miejsce szczególne jeśli chodzi etyczną modę. Kiedyś próbowaliśmy wystawiać się z etyczną modą w Paryżu podczas Paris Fashion Week, ale szybko przekonaliśmy się, że Paryż nie jest dobrym miejscem. Okazuje się, że Francuzi nie wierzą w eco-fashion. Oni uważają, że moda musi być tylko haute couture. Dodawanie do mody czegokolwiek związanego ze zrównoważeniem (sustainable) nie ma dla nich znaczenia ani większego sensu. Dlatego zdecydowaliśmy się na Berlin. Czujemy, że to miasto ma duży potencjał – jako miasto osadzone w idei zrównoważonego rozwoju, w którym mieszka mnóstwo zdolnych projektantów zwracających uwagę na tego typu aspekty oraz innych ludzi, którzy uważają, że zrównoważony rozwój jest jedyną słuszną drogą.

Żadne z miast – ani Paryż, ani Mediolan, ani Londyn – nie są tak zainteresowane eco fashion jak Berlin. Paryż jest haute couture, Mediolan jest bardzo stylowy, Londyn z kolei niezwykle kreatywny, a Berlin stawia na eco-fashion.

Jakie kryteria trzeba spełnić, by wystawić się na Ethical Fashion Show? 

Muszę przyznać, że bardzo nam zależy by wystawiane produkty były rzeczywiście etyczne. Od kilku lat, bardzo blisko współpracujemy z organizacjami, które przydzielają rozmaite certyfikaty np. Oeco Tex czy GOTS. Każda marka, która zgłasza chęć wystawienia się na Ethical Fashion Show musi przesłać nam swoje certyfikaty oraz poinformować nas w jaki sposób produkuje swoje ubrania, buty czy akcesoria. My to sprawdzamy, bo musimy mieć pewność, że potencjalni wystawcy spełniają min 70% stawianych przez nas wymogów.

Dlaczego nie 100%?

To jest celowe. Chcemy przy okazji pokazać ludziom, że to jest pewna droga, którą trzeba pokonać. Jeśli startują od poziomu 70% to chcemy by robili progres i dążyli do 100% w przyszłości. Mogą to robić krok po kroku, ponieważ z naszego punktu wiedzenia stawianie tak wysokiej poprzeczki i oczekiwanie, że spełnią nasze wymogi w 100% byłoby zbyt trudne i dla wielu nieosiągane. Innymi słowy, dziś przyzwalamy na 70%, ale w następnych latach przyglądamy się czy ich standardy się poprawiły.

Czyli macie cały czas kontakt z tymi dostawcami?

Tak.

Ciekawi mnie Twoje spostrzeżenie na temat konsumentów w Niemczech, tym bardziej, że sam wspomniałeś, że Berlin to miasto idealne dla promowania etycznej mody. Czy na przestrzeni 7-10 lat dostrzegasz wzrost liczby konsumentów etycznych?

Tak, zdecydowanie. To jest trend. Rozpoczęło się od ruchów na rzecz zdrowego odżywiania się 25 lat temu. I dziś to już nie jest subkultura – to jest rzeczywisty trend rynkowy. Oczywiście dziś dużo łatwiej jest zaopatrzyć się w zdrową czy organiczną żywność, ale dostrzegamy, że ci ludzie nie ograniczają się już do jedzenia, ale chcą też etycznej mody. Jedzenie musi być smaczne, a ubrania muszą dobrze wyglądać. Naszym celem jest pokazanie ludziom, że marki które tu wpuszczamy są modne, te ubrania świetnie wyglądają i z nimi także można mieć fun!

A nie wydaje Ci się, że jednak największym problemem mody zrównoważonej jest brak tego fun’u, fakt że ona jest często strasznie nudna i nieatrakcyjna. 

Jeśli mam być szczery, to jeszcze 5 lat temu mieliśmy tu bardzo dużo nudnej mody, ale w międzyczasie wiele marek się rozwinęło i dziś już jest zdecydowanie lepiej, widać balans. Oczywiście w dalszym ciągu mamy wiele marek typu basic – uważamy zresztą, że to ważne by one na tych targach również były wystawiane. Przy okazji zauważamy, że jest coraz więcej projektantów, którzy naprawdę próbują tworzyć prawdziwą modę, ale jednocześnie uwzględniają wymiar etyczny.

Jak oceniasz grupę docelową etycznej mody. W Polsce chyba na razie trzeba zapomnieć o nastolatkach, którzy potrzebują fast fashion tj. szybko, tanio i wymiennie. Etyczna moda może przemawiać do ludzi po 30-tym roku życia, którzy zarabiają i mogą sobie pozwolić na kupowanie ubrań lepszej jakości. Zgadzasz się z tym?

W Niemczech to się zaczyna na studiach, kiedy ludzie mają już swoje pieniądze i dodatkowo zaczynają odkrywać jak funkcjonuje globalna gospodarka. To jest tak, że im masz wyższe wykształcenie, im więcej czytasz, tym bardziej interesuje cię jak zorganizowany jest świat wokół ciebie. Zazwyczaj te postawy zaczynają się od tego co jemy. Jeśli uznasz, że chcesz jeść zdrowo, to za chwilę rozglądasz się wokół i zastanawiasz się kto wyprodukował twój koc, albo talerz albo właśnie twój T-shirt. A kiedy stajemy się rodzicami wówczas intensywnie zastanawiamy się nad tym w co ubieramy swoje dzieci.

Nawiązałeś do fast fashion, dlatego na koniec zapytam, co sądzisz o tym, że globalne marki wypuszczają na rynek serie pod nazwą „etyczny” lub „świadomy”?

Jako Mess Frankfurt nie uważamy, że etyka w modzie to tylko trend ale też rzeczywista ekonomia. Nawet jeśli jesteś dużym globalnym brandem, to musisz znaleźć sposób na to by być coraz bardziej etyczną marką.

Jak zatem oceniasz działania dużych brandów w tym zakresie?

Oni się starają. H&M zaczęło od kampanii recyclingowej. Oczywiście czasem to jest greenwashing, ale my uważamy, że jeśli duże marki mówią konsumentom o tym zjawisku to to tylko pomaga całemu trendowi.

Dziękuję za rozmowę.