73% Polaków twierdzi, że hodowanie i zabijanie zwierząt dla futer nie powinno być w Polsce dopuszczalne, nieco mniej 69% zdecydowanie popiera wprowadzenie prawnego zakazu hodowania zwierząt na futra. To dane z badania opinii publicznej wykonanego przez Biostat na zlecenie Stowarzyszenia Otwarte Klatki. Powiedzieć, że branża futrzarska jest w kryzysie to jakby nic nie powiedzieć. Na przestrzeni ostatnich 5 lat popyt na skóry zwierząt spadł o 50%. Jednocześnie trudno wskazać markę modową, która w ostatnim czasie nie wycofała się z wykorzystywania naturalnych futer w swoich kolekcjach. W pewnym momencie nie było dnia byśmy się nie dowiadywali o kolejnych firmach deklarujących swoją (nie) futrzarską odpowiedzialność. Dzisiaj na stronie Fur Free Retailer podpisanych jest już 1020 marek, w tym Gucci, Furla, Versace, Burberry czy Armani, ale także nasze polskie Oak Bag, KOKOworld, KAKBAk, Nago.

Dlaczego o tym piszę…?  Dlatego, żeby zwrócić uwagę, że każda duża zmiana zaczyna się ZAWSZE od garstki ludzi, którzy proponują zburzenie dotychczasowego modelu, stylu życia, światopoglądu. Ta garstka to aktywiści, ludzie odważni, ci którzy przełamują schematy, którzy nie boją się mówić rzeczy niepopularnych, którzy inspirują ruchy społeczne lub bardziej sformalizowane – organizacje pozarządowe. A wiecie kiedy rozpoczęła się dyskusja – nawiązała pierwsza relacja – pomiędzy branżą futrzarską a aktywistami? Już na początku lat 70tych XX w. 50 lat temu organizacja Animal Rights International zaczęła zwracać uwagę, że przemył źle wpływa na ogólny stan zwierząt, a Animal Liberation Front (Front Wyzwolenia Zwierząt) podejmował akcje uwalniania norek z hodowli. Nikt ich wtedy nie słuchał, przez długie lata nikt nie podejmował z nimi dialogu, obrońców zwierząt traktowano jak „ekooszołomów”… A prawda jest taka, że – te i wiele innych (w tym PETA) organizacji – swoimi działaniami, akcjami, protestami wywarły ogromny wpływ na opinię społeczną i dzisiaj na całym świecie konsumenci krytykują branżę i rezygnują z futer – łącznie z Królową Elżbietą na czele (!)  Minęło 5 dekad zanim cała branża runęła, ale pamiętajmy, że współcześnie informacje przekazywane są w ułamku sekundy 🙂

To jest przykład, który często przytaczam, rozmawiając z Klientami nie tylko o sile konsumentów, ale przede wszystkim o konieczności słuchania otoczenia, przyglądania się interesariuszom, traktowania ich poważnie, bo ignorowanie sygnałów społecznych może się skończyć bardzo źle. Wie dziś o tym branża futrzarska, ale także wiele innych, które nie spodziewały się wege-zmiany i w porę nie rozpoczęły transformacji na tory „animal friendly” czy „crueltyfree”. Dziś niestety wiele firm, które lekceważyły sygnały płynące ze strony świadomych konsumentów i prośrodowiskowych NGO’s, zdaje się być kompletnie pogubionych. To firmy, które nie są przygotowane ani merytorycznie ani organizacyjnie by sensownie odpowiedzieć na potrzeby i oczekiwania rynkowe. A szkoda, bo proces brania odpowiedzialności za swoje praktyki osadzony na dialogu, może prowadzić do ciekawych rozwiązań dla obu stron. Jaki z tego morał? Nie odwracaj się od tych, którzy coś Ci sygnalizują, pokazują inne sposoby, nalegają na zmianę. Interesariusze, w tym konsumenci i organizacje pozarządowe, to potężna siła, która wywraca całe sektory do góry nogami.

Przy okazji tego wpisu zwracam Waszą uwagę na działania Kupuj Odpowiedzialnie, Otwarte Klatki, Extinction Rebelion, WWF, Viva Akcja dla zwierząt i wiele innych organizacji, które w imieniu konsumentów walczą o wyższe standardy w biznesie. Dziękuję Wam 🙂

źródło danych z badań: Otwarte Klatki